4. Spotkanie

Zbiegam po kilka schodów. W głowie mam tylko jedną myśl. Wszystko będzie jasne.

To nie był plan. To instynkt. Kto może potwierdzić, czy ja rzeczywiście widziałem skrzydła, jak nie ich właściciel?
Podniecony myślą o bliskim rozwiązaniu największej zagadki mojego życia w kilkanaście sekund jestem przy wyjściu. Chcę tylko, żeby on tam nadal był. Proszę, bądź tam, proszę, nie wsiądź do żadnego pociągu. Proszę, nie schowaj się w toalecie. Proszę, nie wybiegnij nerwowo, patrząc na zegarek.

Proszę, proszę, proszę. BĄDŹ.

Stoi plecami do mnie. Koszula ta sama, tyle że nierozerwana. Trzeba działać.
– Przepraszam pana – zaczepiam. – Czy był pan tutaj wczoraj?
Obraca się. Widzę te same włosy, tą samą koszulę i te same spodnie.
Buty też te same, tylko że… to nie on.
Jest podobny do tamtego, ale TO NIE ON.

– Ja? – pyta nieco zaskoczony. – Nie, nie było mnie tu.
Pięknie. Myślę szybko. Moment. Ten sam wygląd. Musi być połączenie.
Są zbiegi okoliczności i ZBIEGI okoliczności. Liczę na ten drugi.
– Czy ma pan może brata bliźniaka? – kontynuuję. – Wczoraj widziałem tutaj coś nietypowego i wydaje mi się, że on mógłby mi pomóc to wyjaśnić.
Nie ma to jak od razu założyć optymistyczną odpowiedź. Spoko, przecież każdy ma brata bliźniaka ubierającego się tak samo i wszyscy biegają po dworcu Warszawa Stadion.
Żeby chociaż jakiś mecz albo maraton był na Narodowym, tobym zrozumiał takie prawdopodobieństwo.

– Tak, można by tak powiedzieć. Jest nas wielu – odpowiada. – A co dokładnie pan widział?

Krew odchodzi mi z twarzy. Zimno mi się robi w sekundę.
NIE ZAPRZECZYŁ. Sam nie wierzę. Przed chwilą chciałem, żeby potwierdził, a teraz mu nie wierzę. „Jest nas wielu”. Cholerna rodzinka braci syjamskich.
Z drugiej strony widziałem, co widziałem. Taka okazja, aby to wyjaśnić, może się już nie zdarzyć.

Kątem oka widzę, jak obserwuje mnie „znajoma” z kiosku. Po minie sądzę, że dostarczam jej jedynej rozrywki w tym dniu.

– Pański brat ostrzegł mnie na pasach – wyjaśniam, ale nie wspominam, o co mi właściwie chodzi. – Uniknąłem poważnego wypadku. Chciałbym mu za to podziękować.
Czytaj: chciałbym sprawdzić, czy nie ma skrzydeł. Wymacać te jego plecy. Wyskoczyć z mieczem i machnąć nad jego głową. Spadną skrzydła czy nie? Zrobić zdjęcie w podczerwieni i rentgenie.

Zamkną mnie w Tworkach, jak mu powiem. Nie mogę. To dopiero by było.

Widzi moje zakłopotanie. Pochyla się z taką miną, jakby chciał mi powiedzieć coś w konspiracji. Ulegam i delikatnie się przybliżam.

– On tak ma – szepcze. – Nie jest pan pierwszy ani ostatni.
Potem puszcza do mnie oko.

Niezbyt wiem, o co chodzi. Co mnie obchodzi, że nie jestem jedyny?

– Czy mogę prosić o jakiś kontakt do niego? Na przykład telefon albo mail? – pytam.
– Niestety, może trudno w to uwierzyć, ale on nie ma telefonu, a pod mailem jest bardzo rzadko – odpowiada. – Proszę zapisać: a, sto jeden, małpa, ha, kropka, com.
Wyciągam komórkę i szybko notuję. Dobre i to. Mogę do niego napisać.

– Dziękuję, napiszę, ale gdyby go pan spotkał, proszę mu ode mnie podziękować. Może mógłby pan też zanotować mój numer?
– Tak, oczywiście.
Dyktuję go. Jestem już spokojniejszy.

Pani z kiosku patrzy. Ludzie nas mijają. Czas leci. Ja nadal nic nie wiem o skrzydłach.
– Przepraszam, w sumie się nie przedstawiłem. Nazywam się Hubert Szosa. To tak, żeby wiedział, do kogo ma dzwonić – mówię, licząc na to, że on też się teraz przedstawi.
– Oczywiście, jeśli go spotkam, przekażę. Nie mogę jednak nic obiecać. Teraz już muszę lecieć – ucina krótko.
– Tak, oczywiście, też się spieszę.

To najbardziej popularna wymówka w tym mieście.

Odchodzi w kierunku peronów. Po chwili znika mi z pola widzenia.
W sumie zapomniałem go zapytać, co to znaczy, że jest ich wielu. No nic. W sumie nie znam jego imienia. No nic. W sumie to nie wziąłem od niego numeru telefonu. No nic.

Powłóczę nogami w kierunku przystanku. Będzie padać. Rozmyślam.
W sumie to nie jest źle. Facet przynajmniej istnieje. Czy to, co widziałem, naprawdę widziałem? Tego nie wiem, ale zaczynam dopuszczać do siebie jedną myśl: może ludzie, którzy ulegają halucynacji, nie wiedzą, że to halucynacja? Może to wszystko to tylko stres związany z wypadkiem?

Poranek

Jeden komentarz do “4. Spotkanie”

Skomentuj kasia Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *