Inne przygody Kubusia Puchatka

Zajączek zarzucił worek na plecy i ruszył żwawym krokiem. Wkurzył się i to ostro.

W poważaniu mam tą całą sytuację – pomyślał. – Niech się Niedźwiedź pocałuje w nogę. Moje marchewki to mutanty? Co on sobie myśli? Tyle pielęgnowałem, dmuchałem, chuchałem, żeby takie rzeczy słyszeć? Chromolony mięsożerca. Niech sam sobie w golfa następnym razem pogra.

Ruszył w kierunku lasu, kopiąc nogą rozrzucone po drodze kamienie.

Długouchy chromolony – pomyślał Niedźwiedź. – Nic mu powiedzieć nie można. Takie małe, a się unosi, jakby lwem był. Wpitala tylko całymi dniami te pokręcone czerwone warzywka i myśli, że jest najważniejszy. Moja wina, że smakują jak kawał zasuszonej gumy? W poważaniu to mam, idę się napić.

Obrócił się w przeciwną stronę, niż poszedł zajączek, i powolnym krokiem ruszył w kierunku pubu.

Puchatek przecierał ścierką kolejną szklankę za barem. Lubił to zajęcie. To go odstresowywało. Na początku jeszcze miał świadomość tego, co robił, potem zauważył, że to czas, kiedy może sobie o różnych rzeczach pomyśleć. Różne rzeczy ułożyć. Gdy kończył, czuł, że jest spokojny i może w spokoju pomyśleć o miodzie. Po południu niewiele zwierząt odwiedzało bar.
Do gości z kartą stałego klienta należał Lis. Załamał się chłopak, jak się dowiedział, że jest zgoda na odstrzał lisów. To oznacza koniec luźnych wypraw do kurnika. Pił już od tygodnia. Jak tylko Kubuś otwierał, Lis był już pod drzwiami. Puchatek miał wrażenie, że on prawie nie śpi. Wypraszał Lisa jako ostatniego gościa, a rano pod drzwiami on znów czekał. Widzieliście kiedyś lisa pijącego jedno piwo za drugim?
Teraz też był za barem. Nie odzywał się i pił drugie piwo. Lis nigdy nie był gadatliwy. Trzeba mu jednak przyznać, że pomimo nowego nałogu nic nie stracił ze swego lisiego sprytu. To chyba miał we krwi Puchatek do końca nie mógł zrozumieć, jak tak można. Niby wszystko w porządku, a zawsze Lis jakoś jedno piwo za darmo wypijał.
Otworzyły się drzwi i ktoś ogromny stanął w wejściu. Całym sobą zasłonił na chwilę światło, które w tym momencie wpadło do nory. To Niedźwiedź. Od razu było widać, że jest wkurzony. Pewnie znowu o coś poszło z Zajączkiem przy golfie.
– Cześć, Niedźwiedź, co tam słychać dziś? – zapytał niespodziewanie Lis, przełamując dzisiejsze milczenie.
Niedźwiedź i Kubuś spojrzeli na niego tym samym, zaskoczonym wzrokiem.
– Eee, w porządku, chyba – odpowiedział Niedźwiedź i zasiadł przy barze. Zajmował miejsce za dwóch i Kubuś zawsze trochę martwił się o stołki barowe. Jednak do tej pory żaden nie odmówił posłuszeństwa. – Nalej mi, proszę, herbaty, mocną poproszę – odezwał się po chwili.
Lis stracił już zainteresowanie i zaczął znów obserwować bąbelki w szklance.
Kubuś wstawił czajnik. W pubie zapanowała cisza. Było tylko słychać krzątanie Puchatka i dźwięk czajnika.
Kubuś dał się namówić na otwarcie baru jakiś czas temu. Jak zwykle wszystko zaczęło się od Krzysia. Rozmawiali kiedyś, leżąc na trawie, o marzeniach i o tym, co można robić w życiu. Kubuś raczej nie widział siebie w dużej korporacji, do pracy na hali też się nie nadawał. Marzyło mu się zostać testerem miodów – ten wybór jednak byłby ryzykowny. Nie wie, czy umiałby się powstrzymać przed wypiciem wszystkiego.
Taki miał charakter. Miał świadomość, że dynamizm i stawianie na rozwój nie są dla niego. On potrzebował stabilności. Gdyby ktoś musiał przeliczyć zapałki w dwudziestu tysiącach pudełek, on by się do tego nadawał idealnie. Siedziałby i liczył spokojnie.
Doszli więc z Krzysiem do wniosku, że dobrze by było, aby jego praca miała styczność z jedzeniem, a jednocześnie dawała mu niezależność działania. Działania we własnym tempie. Krzyś wpadł na pomysł pubu w norze i tak już zostało. Dobrze mu tutaj. Wszyscy szybko zaakceptowali jego wybór i pub stał się centralnym miejscem spotkań.
Woda się zagotowała i podał niedźwiedziowi herbatę. Czarną jak smoła. Mocniejszą od kawy. To kiedyś Rosjanin, przechodząc, wpadł i nauczył Kubusia, jak ją robić.
Z Niedźwiedzia był kawał chłopa, jednak Puchatek nigdy nie widział, żeby był agresywny. Pamięta go od małego. Dziwne, ale nigdy go nie ciągnęło do bijatyk. Może sam jego wygląd odstraszał potencjalnych kandydatów? Dzięki niemu szybko też znalazł zawód. Ochroniarz z jego posturą i charakterem – każdy mu zazdrościł. Czasami przez to chodził rano zmęczony. Ile nocy pod rząd można pracować? Jednak sen zimowy zawsze pozwalał mu odzyskać siły.
Drzwi się otworzyły i stanął w nich zając. Historia kołem się toczy. Jak grali razem w golfa, to zwykle tak się kończyło. Jeden albo drugi przychodził do baru i siadał wkurzony. Potem pojawiał się ten drugi. Nie inaczej było i tym razem.
Zając rzucił ogólne „cześć” i siadł koło Niedźwiedzia. Lis nie uraczył go nawet spojrzeniem. Bąbelki były nadal bardziej interesujące. Kubuś spojrzał na niego wyczekująco.
– To co Niedźwiedź, proszę – powiedział zajączek.
Tak było zawsze. Jak chcieli się pogodzić, to zamawiali to samo, co pił drugi. To był rodzaj poświęcenia. Obydwaj nie znosili własnych ulubionych trunków. Dla Niedźwiedzia wyciskany sok z marchewki był tak samo niedobry jak dla Zająca herbata, szczególnie czarna.
Kubuś wiedział to wszystko. Wszystko było przewidywalne. Dokładnie znał następny krok, a pomimo to nie nudziło mu się zupełnie. Uwielbiał swoich przyjaciół z ich wadami i zaletami.

Świat wokół był dziwny. Było bardzo dużo zwierząt, które zapomniały, że są zwierzętami. Udawali ludzi. Oni byli inni. Pomimo że inni często widzieli w nich ludzi, oni doskonale wiedzieli, kim są.

Gdy tak milczeli razem – Lis, Zajączek, Niedźwiedź i Kubuś – drzwi otworzyły się ponownie.
W drzwiach stanęła Pani Mysz. W makijażu, ale wyraźnie zapłakana i załamana.
Ona pracowała na hali. Przy takiej liczbie dzieci nikt się nie dziwił. Obydwoje z Panem Myszą próbowali wykarmić dzieci. W sumie zaglądała tutaj rzadko – od święta z dziećmi na obiadek.
To ciężka i niewdzięczna praca. Kiedyś, jak człowiek nie mógł znaleźć zawodu, to zostawał taksówkarzem albo policjantem. Teraz idzie pracować na hali.
Pani Mysz zawsze była ładna i nie da się ukryć, że wszyscy mieli ochotę z nią pójść do kina. To, co w niej jednak przeszkadzało, to charakter. Ciągle wyglądała, jakby chciała schować się do nory.
Najbliżej niej trzymał się Zając. Zawsze miał szalone pomysły i myślał niestandardowo. Ubzdurał sobie, że Mysz będzie jego dziewczyną. Żeby było inaczej. Dobrze, że jakiś czas temu zaczepił się jako kreatywny w agencji, bo nie dałoby się z nim wytrzymać. Ma teraz upust dla swych porąbanych myśli.
Nic z tego nie wyszło. Mysz za bardzo bała się niestandardowego związku. Przeżył to chłopak jakoś.
Teraz ona spojrzała na niego. Wyglądała jak zmoknięta mysz. W sumie to po prostu padało. Nie wyglądała jak zmoknięta mysz, a była zmokniętą myszą.
– Zajączek, ja już nie mogę… – powiedziała i usiadła podłamana obok niego na barowym krześle.
Lis oderwał wzrok od piwa i zaczął się jej bacznie przyglądać. U niego to zawsze tak jest –albo nie istniejesz, albo poświęca ci dwieście procent swojej uwagi.
Puchatek bez pytania wstawił wodę na kolejną herbatę. Niedźwiedź i Zajączek czekali na nią, wpatrując się w czajnik. Przed Zajączkiem czekała już znienawidzona herbata.
– Whisky, proszę. Podwójne – powiedziała Mysz. Kubuś zobaczył w jej oczach, że właśnie tego jej trzeba. Nikt nie skomentował tak dziwnego zamówienia, choć było przecież przed piętnastą. Kubuś nalał jej podwójną porcję i postawił przed nią. Wypiła od razu, duszkiem. Kosmos. Od kiedy tu Kubuś pracuje, nie widział Myszy pijącej alkohol. Coś musiało się wydarzyć. Ma nadzieję, że z dziećmi wszystko w porządku.
Nikt nie przerywał ciszy. Czekali. W takich momentach lepiej zaczekać, aż ktoś zacznie mówić.
– Chodzi o szefa, Psa – zaczyna opowiadać Mysz. – Wiecie, tego na hali. Ja już nie mogę. Muszę pracować, ale on jest cały czas niemiły. Mówi, że nas zwolni, że za wolno wykładamy towary na półki. Warczy, pogania. Ja się go boję, a on mnie jeszcze dodatkowo straszy.
Pojedyncza łza cieknie jej po policzku.
– Ja muszę mieć tę pracę – kontynuuje. – Jak inaczej wykarmię swoje dzieci? Znoszę go każdego dnia. Ale już nie daję rady. Muszę odejść. Nie mogę na niego patrzeć.
Mysz zaczyna płakać. Nic nie mówi, tylko płacze. Wszystkim jest strasznie żal.
Pierwszy odzywa się Zajączek. On zawsze wie najszybciej.
– Nie martw się, nie z takimi problemami sobie radziliśmy – mówi i podaje jej chusteczkę. – My z kolegami zajmiemy się tym Psem. Nie będzie ci się już naprzykrzał. Idź spokojnie do domu, weź trochę wolnego. To pozwoli ci się uspokoić, a my z kolegami porozmawiamy z Psem.
Lis cały czas patrzy, jego mimika nic nie wyraża. Niedźwiedź patrzy to na Zająca, to na Kubusia. Minę ma z serii: „Coś mnie ominęło?”.
Kubuś jest w szoku. Co to, jakaś włoska organizacja? „My się tym zajmiemy”. Co temu porąbanemu Zającowi wpadło do głowy?
Mysz ociera łzy chusteczką i widać wyraźnie, że jej ulżyło.
– Dziękuję wam – mówi. – Wrócę teraz lepiej do dzieci. Jeszcze raz dziękuję. Nawet jak nic się nie da zrobić, dziękuję.
Wychodzi z baru.
Pies jak zwykle przybył do pracy. Dzień jak co dzień. Przygnębiona mina witająca mijanych pracowników. Na razie nie szczeka. Taki ma zwyczaj. Rano daje poczuć innym, że jest miło i przyjemnie. To jest praca. W pracy nie może być przyjemnie. Nie rozumie, jak inne zwierzęta nie mogą tego zrozumieć. Już za kilka godzin zacznie dbać, aby to uczucie, że jest miło, zniknęło.
Od kiedy kawał ogona ucięły mu zamykające się drzwi, już tak ochoczo nim nie merda. Nawet gdyby miał sprawny ogon, to nie rozumiałby tej radości życia u innych. Jak można się tak cały czas szczerzyć ze wszystkiego?
Ma łaty, jego rodzice nie byli tej samej rasy. Kundel po prostu, jednak on preferuje nazwę „mieszaniec”. Do tego przyklapnięte jedno ucho. Nienawidzi tego ucha. Jak u tego psa z bajki. Ogólnie nie lubi patrzeć na siebie w lustrze. Psi widok.
Jest dumny ze swojego stanowiska. Dogląda innych, czy dobrze rozkładają towar. To on decyduje, kiedy należy go wyłożyć. To on jest najważniejszy na hali. To jego muszą wszyscy słuchać. Lubi swoją pracę. Dzięki niemu wszystko dobrze funkcjonuje.
Przechodzi pomiędzy półkami. Jest wcześnie rano i sklep jest jeszcze zamknięty. Lubi ten moment. Taki ostatni szlif przed otwarciem. Czy wszystko jest na swoim miejscu? Czy towar leży tam, gdzie trzeba? To też ostatni moment, żeby kogoś zagonić do pracy.
Przechodząc koło jogurtów, zauważył Lisa stojącego przy regale. Karton stoi obok niego do połowy wypełniony jogurtami, a on układa towar, wesoło pogwizdując. Nie spieszy się.
Na to się Pies najeżył. Sierść stanęła mu na karku.
– Nowy tu jesteś? – warknął.
– Tak, a co? – odpowiedział Lis, nie zważając na reakcję Psa.
– Za dziesięć minut otwieramy sklep, a ty masz nadal połowę towaru niewyciągniętego na półki – szczeka. – Czy ty wiesz, kim ja jestem?!
Lis zupełnie niespeszony odpowiada:

– Tak, kierownikiem tego pierdolnika.
Na to się Pies zdenerwował. Z drugiej strony co za wspaniały początek dnia. Nie dość, że można naszczekać na podwładnego o poranku, to do tego ma idealny pretekst, żeby zwolnić kogoś, kto tego samego dnia się zatrudnił. Aż zapragnął obwąchać róg regału i zaznaczyć swój teren, ale się powstrzymał.
Uśmiech wypełzł na mordę Psa, który spokojnym tonem powiedział:

– Jesteś zwolniony, Lis.
I nagle, zupełnie niespodziewanie jak spod ziemi wyrasta Zajączek. Ma idealnie skrojony garnitur, pasujący do jego figury. W jednej ręce trzyma teczkę, a drugą wyciąga w kierunku Psa. Ma w niej wizytówkę. Stoi koło Lisa, który zachowuje się, jakby nie dosłyszał słów Psa, i kontynuuje wyciąganie towarów. Pies bierze wizytówkę w łapę i czyta: „Zając i spółka, porady prawne”. Podnosi wzrok na Zająca.
– Drogi kierowniku tej hali – zaczyna Zając. – To jest szef nowego związku zawodowego utworzonego w tym miejscu pracy, czyli „Lisiej solidarności”. Jego zadaniem jest ochrona praw pracowników. Z tego, co zrozumiałem, chce pan zwolnić Lisa ze stanowiska. Czy mogę prosić o informację, co jest powodem zwolnienia? Zaznaczam jednak – kontynuuje Zając, nie dając Psu dojść do słowa – ta rozmowa jest nagrywana przeze mnie i wszystko, co powiesz, może być użyte przeciwko tobie.
– Eeee, znaczy związek zawodowy tutaj? – niepewnie mówi Pies. Po chwili jednak odzyskuje animusz i szczeka:
– Mogę go zwolnić, kiedy chcę i za co chcę. Ja tu jestem kierownikiem. Opieszale wyjmuje towar na półki. To jest powód zwolnienia.
Zajączek, niezrażony ściekającą z pyska śliną na podłogę hali, odpowiada:

– Rozumiem. Czyli fakt, iż Lis ma długi ogon, na który musi uważać, a przez to trochę wolniej wykłada towar na półki, jest powodem zwolnienia, tak?
– Nie chodzi o ogon. Tu chodzi o to, że wolno wykłada towar.
– Rozumiem. Czyli można by powiedzieć, że przeszkadza panu ogon, bo to on spowalnia pracę?
– To znaczy nie, hmm. To…
Zajączek przerywa, wpadając Psu w słowo:

– To dyskryminacja. Tak, zgadzam się.
Pies robi się czerwony, a raczej zrobiłby się, gdyby był człowiekiem.

– Co mi pan tutaj zarzuca? Co to w ogóle jest?
Zajączek zupełnie spokojnie odpowiada:

– Dyskryminację i próbę wyrzucenia szefa związku zawodowego z pracy. Bosko. Jest komplet. Zechce pan chwilę zaczekać?
Otwiera teczkę i zaczyna wypełniać jakieś formularze. Jest bardzo skoncentrowany. Tu zaznaczy „X”, gdzieś tam strzygnie uszami, wyraźnie się wahając, co wypełnić.
Pies to obserwuje. Czuje, jak zbiera się w nim złość. To jest królestwo. Oni są na jego terenie. Ten biurokrata wypełnia jakieś formularze, a ten Lis wyciąga cały czas jogurty.
Przychodzi mu na myśl rozwiązanie. Jeszcze przez kilka minut nikogo nie będzie. Będzie to trzeba rozwiązać po staremu. Potem się wymyśli jakieś wytłumaczenie. Lepiej to wyjaśnić teraz, zanim ten kłapouchy pismak coś gdzieś wyśle. Kierownictwo będzie mu wdzięczne, bo związek zawodowy to nie jest coś, co byś chciał na hali.
Rzuca się gwałtownie do przodu bez żadnego ostrzeżenia. Nie przewidział jednak, że łapy zaczną mu się na posadzce ślizgać. To daje Zajączkowi i Lisowi kilka sekund, by rozpocząć ucieczkę. Lis, ruszając z miejsca, zrzuca z półki część jogurtów, które roztrzaskują się na posadzce.
To miałoby mnie powstrzymać? – myśli przez chwilę pies i bez obaw przebiega w pełnym pędzie przez rozlane jogurty.
Gonitwa trwa. Pies jest szybki. Widać gołym okiem, że dopadnie ich przed końcem regału. Wtedy będzie jak za starych dobrych czasów. Zatopi swe zęby w futro. Poczuje smak krwi. Usłyszy ciche kwilenie Zająca. Jego załatwi pierwszego.
I wówczas pojawia się na jego drodze ogromny cień. Pies próbuje wyhamować, ale rozpędził się już za bardzo. Posadzka ma to do siebie, że tak samo trudno z niej ruszyć, jak i się zatrzymać.
Sunąc siłą rozpędu, podnosi łeb i widzi Niedźwiedzia. Ma on jakiś czarny strój i zupełnie niewzruszoną minę. Sunie i widzi, że nie uniknie z nim zderzenia. Stracił z oczu Lisa i Zajączka.
Niespodziewanie Niedźwiedź ustępuje z drogi. Pies czuje ulgę, która bardzo szybko zamienia się w zaskoczenie i trwogę. Za Niedźwiedziem stoi bowiem regał z warzywami. Pies zdąża tylko zamknąć oczy i wpada prosto w niego. Słychać huk spadających warzyw i strąconych półek.
Otwiera oczy. Leży pod regałem. Nie widać Zajączka ani Lisa. Nie widać też Niedźwiedzia. Za to na jego pysk pada cień.
– Co to ma znaczyć? – Lew jest wyraźnie zdenerwowany.
– Ja to wszystko wytłumaczę. To nie tak, jak wygląda – próbuje się ratować Pies. – To wszystko przez Lisa i Zajączka. Przez Niedźwiedzia też.
Z każdym wypowiadanym zdaniem Pies czuje, że się pogrąża.
Szef słucha, nie słuchając.

– Psie, oto, co widzę: samotny pies umazany w jogurcie, biegający w pełnym pędzie po hali. Umawialiśmy się na początku, że musisz hamować instynkty. Przykro mi, że ci się nie udało.
Psu opada drugie ucho. Cicho pyta:

– I niedźwiedzia też pan nie widział?
– Oczywiście, że widziałem. To on mnie tutaj sprowadził. Jest sprawdzonym ochroniarzem. Zwalniam cię.
Pies podkula ogon i odchodzi w kierunku wyjścia. W tyle głowy kołacze mu myśl, ale nie ma siły jej podjąć. Skoro Niedźwiedź jest tutaj ochroniarzem, dlaczego go nigdy nie widział?
Drzwi do baru się otwierają. Na chwilę światło dzienne pada na trójkę uśmiechniętych przyjaciół: Zajączka, Niedźwiedzia i Lisa. Za barem Kubuś przysłuchuje się ich opowieści.
W drzwiach staje Mysz, ale zanim zdąży wejść, wbiega przed nią brygada rozbrykanych dzieci. Ona obserwuje je czujnym okiem, jednocześnie widać, że jest cała rozpromieniona.
– Cześć – mówi wszystkim, ale patrzy na Zajączka. – Nie wiem, czy słyszałeś, ale zwolnili Psa.
– Oooo – Zajączek udaje zaskoczonego niezbyt dobrze. – A wiadomo, kto go zastąpi?
– Nieważne. Każdy lepszy niż Pies. Najważniejsze, że można liczyć na przyjaciół.

KONIEC
luty 2015

2 komentarze do “Inne przygody Kubusia Puchatka”

  1. ..jak zręcznie, jak płynnie, z wyobraźnią..taką umowność najbardziej lubię…jak mi dopieką tą korporacyjną służbą, to chętnie prześlę tę bajkę na pożegnanie…zamyślaj się, pisz , nie zapominaj..c.m

Skomentuj Mama Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *