Szał bitewny kojarzony jest z furią. To czas, gdy nienawiść do wroga osiąga poziom, w którym nikt już nie kontroluje tego co człowiek jest gotowy zrobić innemu. Stąd opisy bitew pełne są bohaterskich czynów, jednak z bliska wygląda to znacznie prościej. To historia odpowiedzi na pytanie: ja czy on.
Spokojny jest wyjątkiem. On nawet nie jest wkurzony a co dopiero mówić tu o furii. Pomimo wzmocnienia napojem mocy, który w tradycji jego plemienia jest elementem zapewniającym szał bitewny nawet tym, którzy w niego wątpią, on zachowuje spokój.
Najstarsi z jego plemienia pamiętają, że gdy był jeszcze młody i niedoświadczony to był ostatni czas kiedy się denerwował. To było jeszcze przed wypiciem pierwszy raz wywaru przygotowywanego od setek lat przez szamanów jego plemienia. Stąd też jego przydomek – Spokojny. Nikt do tej pory tak nie reagował na wywar, a były różne wypadki.
Teraz gdy strony konfliktu się zwarły, widać z daleka wymieszaną grupę ludzi w większości walczącej w ciszy. Ciężko rozróżnić strony konfliktu, dopóki krzyk nie rozsądza kto został pokonany. Na pewno nic tu nie wiadomo – ten co pokonał może za chwilę leżeć bez nogi zastanawiając się jeszcze chwilę co się stało.
Spokojny jest elementem wyróżniającym. On jest oazą spokoju pośród bitewnego zamętu. Ma się wrażenie, gdy się go obserwuje, jakby czas dla niego spowalniał. On nie jest wojownikiem w tym konflikcie, to wirtuoz bitwy. Żaden szczegół nie umyka jego uwadze. Przeciwnicy nie stanowią problemu. Są jak pionki na szachownicy, którą właśnie wywraca. Wiele lat szkoleń i doświadczeń na polach walki teraz jest widoczne. Nie czuje do końca tego co robi. Po prostu wie. Blok mieczem, przeciwnik z lewej. Nie widział go, czuł go instynktownie. Krótkie spojrzenie w oczy przeciwnika z jednoczesnym cięciem miecza z boku. Na chwilę przed śmiercią tamtego, widział w jego oczach strach przed nim.
Jego mięśnie lśnią od potu, ale on czuje tylko ich siłę i sprężystość. Porusza się z gracją tancerza, przy jednoczesnej sile niedźwiedzia. Jego miecz jest jego nierozerwalną częścią, jakby był częścią jego ciała. Nie analizuje swoich ruchów, one są naturalne niczym chodzenie. Wrogowie to wiedzą, czują to. Próbują z nim walczyć, ale to raczej ostatnie paniczne odruchy przez śmiercią niż chęć jego pokonania. Wie, że widok jego poruszającej się sylwetki wzbudza paniczny strach. Jego wrogowie instynktownie unikają z nim walki. Może nawet i wiedzą, że takie nastawienie zmniejsza ich szansę na wygranie, ale pierwotne zachowania wygrywają. Dla nie go nie ma różnicy, może tak długo, wprowadza go to w stan nirwany. Cięcie przeciwnika po lewej, kopnięcie tego, który jest po prawej i wbicie miecza w tego co zamierzał go uderzyć z tyłu.
Wtem zobaczył go. Jest oddalony jakieś 200 metrów od niego w czarnej zbroi z ogromnym mieczem. Rozpoznał go od razu. Tak, tyle na to czekał na ten moment zemsty, że aż się teraz uśmiechnął do siebie pomiędzy kolejnym blokiem i cięciem przez głowę przeciwnika. Teraz wreszcie to się rozwiąże, w ten lub w inny sposób. Nie boi się śmierci, zawsze mu towarzyszyła niczym cień. To raczej boi się niedokończonych spraw, a właśnie teraz wygląda, że będzie mógł jedną z nich dokończyć.
– Przepraszam, że tak zaczepiam, ale…podoba się Pani taka książka?
Chwilę zajął jej powrót do rzeczywistości. Przyciszony stukot kół pociągu i mijane krajobrazy za oknem, pozwalają jej przypomnieć, iż siedzi w porannym pociągu podmiejskim, jadąc do pracy. On siedzi na przeciwko, tak jak ona przy oknie. Patrzy na nią z zaciekawieniem. Nie przypomina sobie, żeby tu siadał, ale zwykle jak czyta, wyłącza się z rzeczywistości.
– Tak – Jakże rozbudowana własna odpowiedź rozbrzmiała jej w uszach. Niezbyt jednak wie co można odpowiedzieć nieznajomemu w porannym pociągu na tak zadane pytanie. Nie należy do tych co z łatwością nawiązują kontakt.
Nie za bardzo ma doświadczenie z rozpoczynaniem dialogu z obcymi, można by rzec zerowe. Jeśli dodamy do tego jeszcze element zaskoczenia to można by powiedzieć, że czuje się jak ryba bez wody. Do tego dialog z obcą osobą z zatłoczonym pociągu ma to do siebie, że przyciąga uwagę. Sytuacja przypomina jej raczej tą z horrorów niż z romantycznych historii. Poranny pociąg do pracy, przyciszony stukot kół i pełno ludzi. Poprawia okulary i zdaje sobie sprawę, że pół przedziału teraz patrzy a drugie pół słucha jak rozmowa się ułoży. Szkoda, że nie ma przedziałów jak dawniej, przynajmniej tylko 8 osób by obserwowało.
A dlaczego Pan pyta? – odpowiada czując lekki ucisk w gardle co powoduje, że słychać zdenerwowanie w jej głosie.
Nie dawno ją przeczytałem i podobała, ale mógłbym się założyć – Odpowiada nie zważając na otaczających ludzi – że raczej nie jest to ulubiona kobieca literatura – Mówiąc to, uśmiecha się.
To fajny uśmiech, nie jest wyuczony ani zagrany. To nie było ironicznie ani złośliwe, powiedział co myśli. To rzadkie w tych czasach.
Czuje się trochę zawstydzona, z drugiej strony czuje, że przestaje już tak zważać na ludzi w około. Ujęła go ta jego szczerość i otwartość.
Skąd to założenie, że kobiety nie mogą lubić takich książek? – odpowiada, starając się nadać tonowi głosu jak najbardziej obojętny ton. Nie chce wyjść na jakąś nagrzaną na rozmowę idiotkę.
Rozumiem – odpowiada nie komentując jej wypowiedzi, nie docieka. Ma wrażanie jakby zrozumiał ją bez słów. – Ja na przykład uwielbiam w niej opisy walk. Mogę sobie wyobrazić co by było gdybym ja był takim wojownikiem. Zresztą kto z Nas mężczyzn nie chciały przeżyć takich przygód? Najlepiej jeszcze z gwarancją przeżycia – znowu się uśmiecha – A co Panią przyciąga do tej książki?
Zanim zdążyła się powstrzymać, wyciąga do niego rękę – Agnieszka jestem. Gdzieś w zakamarkach jej mózgu pali się czerwona lampka i wyje syrena – sama pierwsza zaoferowałaś obcemu facetowi przejście na Ty w porannym pociągu przy pełnej widowni! Niemal słyszy oklaski jak w amerykańskim filmie, gdy bohaterom uda się uratować świat a cała wieża kontrolna bije brawo.
Jego dotyk jest delikatny ale i też nie da się nie zauważyć mięśni grających na przedramieniu.
Romek – odpowiada. Znowu się uśmiecha. Pasuje do niego ten uśmiech. Też odpowiada uśmiechem. Znów zaczyna ją krępować poczucie, że wszyscy na nich patrzą – wprost albo ukradkiem. Jakby mogli w niej bez problemu odczytać każde uczucie, które teraz czuje a ma wrażenie, że zaczyna nad nimi tracić kontrolę.
Następna stacja Warszawa Olszynka Grochowska – przebija się.
Romek – odpowiada, jednocześnie starając się wyciszyć grad myśli – mnie podoba się jego podejście do rozwiązywania problemów. To musi być zupełnie inna kategoria decyzji, jeśli wiesz że kolejny dzień może nie nadejść. Albo inaczej. Jest dużo większe prawdopodobieństwo, że nie nadejdzie, bo możesz zginąć bądź w bitwie, albo zwykłej karczemnej awanturze. Wtedy te wszystkie problemy życia współczesnego nie istnieją. Ludzie też podchodzą inaczej do tego co jest dobre albo złe. Wydaje mi się że nie ma miejsca na połowiczne postawy – ktoś jest dobry albo zły. Nie ma czasu na udawanie albo wahanie.
On chwilę milczy, widać zaskoczenie na jego twarzy.
To bardzo ciekawy aspekt, zgadzam się z Tobą Agnieszka – delikatnie podkreśla tonem głosu jej imię, albo tylko jej się to wydaje – że czasami ludzkie decyzje są prostsze, gdy nie ma za wiele czasu na ich podjęcie. To trochę jak z nami teraz… – robi przerwę, jakby się zbierał do powiedzenia czegoś ważnego – Nie znamy się a ja zagadałem do Ciebie wiedziony impulsem i teraz nie żałuję. Teraz jednak muszę wysiąść, bo spieszę się do pracy. Chciałbym bardzo dokończyć z Tobą tą rozmowę…może na przykład przy kawie. Dotknęłaś bardzo ciekawego aspektu. Jakkolwiek to nie zabrzmi, czy możemy się wymienić mailami? – patrzy jej teraz prosto w oczy z telefonem w ręku.
Ona nadal z książką na kolanach, opuszcza głowę, ale nie dlatego, że boi się wytrzymać jego spojrzenie. Chce zyskać na czasie, nabrać perspektywy, ogarnąć swoje bijące serce. Podnosi wzrok i odgarnia włosy. Patrzy mu chwilę w oczy jakby chciała sprawdzić czy to się dzieje. On ma delikatny zarost, włosy krótkie potargane, ale nie z udziałem żelu a raczej od zdjętej czapki. Pewnie nawet nie zdaje sobie sprawy. Ma szare albo zielone oczy. Ciężko powiedzieć nie wpatrując się w nie…Powstrzymuje się w ostatniej chwili od zaproponowania wymiany numerami telefonów. W sumie mail będzie bezpieczniejszy i nie chce wyjść na otwierającą wszystkie drzwi. Trochę na tej ziemi żyje i wie że to że jest fajnie przez moment, nie oznacza, że tak będzie zawsze.
Aga777@gmail.com – podaje a on zapisuje w telefonie. Podnosi wzrok, uśmiecha się i mówi – Adam357@gmail.com.
Stacja Warszawa Wschodnia – rozlega się z głośników.
Podaje jej rękę na do widzenia i mówi – miło było Cię poznać i do zobaczenia, mam nadzieję – znów ten uśmiech. Wychodzi z przedziału, nawet nie obracając się. Ona odprowadza go wzrokiem, jednocześnie lustrując przedział. Chyba tylko jedna osoba słuchająca muzyki w słuchawkach i patrząca w okno, nie jest zainteresowana co wydarzy się w następnym odcinku spotkania w pociągu… .
Bierze książkę do ręki, rzeczywistość rzeczywistością, ale chciała by wiedzieć co Spokojny zrobi z Czarnym. Nie powie przecież obcemu facetowi w zatłoczonym porannym pociągu, że uwielbia też jak on walczy.
Czarny też go zobaczył. Twarz ma ukrytą w hełmie, ale Spokojny dałby sobie rękę uciąć iż tamten też się złowieszczo uśmiechnął. Zaczynają przybliżać się do siebie, zabijając przeciwników niczym tylko przeszkody na drodze. Obie strony jakby zrozumiały, iż tych dwóch należy pozostawić sobie. To jednak nie jest film. Kamera nie jest skierowana na nich. Walka trwa wszędzie tak samo. Tylko oni dwaj tak naprawdę wiedzą, że idą ku sobie. Ich starcie jest zaskakująco szybkie. Czarny pomimo swej wielkości jest szybki. Markuje cios z lewej a tak naprawdę wyprowadza kopnięcie, które ma wyprowadzić przeciwnika z równowagi. Spokojny też jest szybki, robi delikatny unik w prawo, jednocześnie stara się uderzyć mieczem w nogę. Czarny ma tam jednak już miecz i blokuje jego uderzenie. Zwarcie dwóch legendarnych mieczy nie tylko wydaje głośny dźwięk.
To coś co inni opisują innym potem w karczemnych opowieściach, a tłum słucha ale nie wierzy. Przecież takie rzeczy nie mogą się zdarzyć. Szał bitewny wywołuje różne efekty, halucynacje też może, szczególnie jeśli jest się pod wpływem wywaru.
Oślepiający błysk i grzmot rozlega się nad całym polem walki. Tak jakby starcie tych dwóch mieczy nie miało prawa zaistnieć. Tak jakby dobro nigdy nie mogło ostatecznie pokonać zła a zło nie mogło ostatecznie pokonać dobra. Następne co Spokojny pamięta, to że leży w odległości około 5 metrów od miejsca gdzie stał a Czarny leży dokładnie na przeciwko punku gdzie stali, też właśnie podnosi się z ziemi.
Wielcy filozofowie może i by zrozumieli ten przekaz, jednak zarówno Czarny jak i Spokojny to wojownicy. Dopóki są w stanie, będą się podnosić do walki.
Stacja Warszawa Powiśle – rozlega się z głośników co odrywa ją od książki. To jej stacja. W drodze do pracy nie może przestać myśleć o tym spotkaniu. Stara się zanalizować z każdej strony. Zagadnął ją miły facet w porannym pociągu na temat książki, którą czyta. To się może zdarzyć, każdemu. Tylko dlaczego ma wrażenie jakby wsiadła z biegu do rozpędzonego pociągu? Musi przyznać, zrobił na niej wrażenie. Stara się opanować rozbudzone emocje. Po prostu to miłe, gdy ktoś zagada do Ciebie i nie chodzi mu tylko o to, żeby za chwilę dotykać twoich piersi. To nic więcej, stara sobie powtarzać. Wysiada, starając się myśleć jak najmniej o tym co to było.
Z prawej widzi nadchodzącą Igę, czasami spotyka ją gdy idzie do pracy. Lubi ją.
Cześć – mówi Iga.
Cześć – odpowiada a to pokrywa się z dźwiękiem telefonu, to nowy mail. Szybko patrzy na ekran. To numer telefonu, tak po prostu. Nie musi sprawdzać adresata.
Iga patrzy na nią chwilę i pyta – Czy coś się stało?
Nie…nie wiem – odpowiada z szerokim uśmiechem. To będzie dziś dobry dzień, to wie na pewno.