Dwa miesiące później
Rzyga. Ma wrażenie, że życie składa się tylko z przerw pomiędzy wymiotami. Lekarz mówi, że tak jest. Trzeba przeczekać. Skurczysyn nie był sam w ciąży. Następnym razem zapisze się do kobiety.
Wściekła jest na wszystko. Tylko wtedy, kiedy ma siłę, jest wściekła. Ma wrażenie, że dziecko rosnące w jej brzuchu zabiera jej całą energię. Nie za często jest więc wściekła, raczej osowiała. Nawet już nie ma siły cieszyć się, kiedy nie wymiotuje.
Jest zdesperowana. Stara się, jak może, nie myśleć o tamtym. Teraz to jest proste. Jak człowiek ma za chwilę zwrócić własną wątrobę tylko dlatego, że odważył się coś zjeść, to nie myśli. O niczym nie myśli. Tylko o jednym. Jak nie zwrócić tej wątroby.
Sześć miesięcy później
Jest całkiem spokojnie. Właściwie to nawet polubiła ten swój balon, który musi codziennie nosić. Nie pracuje, bo lekarz zabronił jej stresu. Specjalnie nie chciała być w tych miejscach, gdzie z nim korespondowała. Praca to ostatnie miejsce, jakie jej się kojarzy z pracą.
Mąż się stara. Nic mu nie mówiła. Nie ma sensu. Stara się go pokochać. Mniej pracuje i bardzo przejmuje się jej brzuchem. Jest opiekuńczy i jest cudownie.
Ma dużo czasu na poranną herbatę, spotkania z przyjaciółkami. Szczególnie teraz są jej bliskie. Ma dla nich dużo czasu. Nawet ich wady jej nie przeszkadzają. Są bliższe niż mąż.
One wiedzą. Były świadkami.
Dziewięć miesięcy później
Boli, strasznie boli. Jakby była pisarką, nie byłaby w stanie tego opisać. Jak przestaje boleć, to tylko, żeby człowiek wiedział, jaka jest różnica pomiędzy bólem a brakiem bólu. Chce, żeby to się skończyło. Położna cały czas do niej mówi. Nie za wiele rozumie.
Wyrzuciła z bluzgami męża z pokoju. Tylko ją wnerwia tymi swoimi przestraszonymi oczami. Nawet nie oponował, dupek.
Jezu, jak boli. Znowu.
Długo jeszcze?
Dwanaście miesięcy później
Jakub. Tak nazwała swojego ukochanego syna. Na złość, na przekór, dla pamięci.
Jest cudowny. Jest męczący. Wywrócił jej całe życie do góry nogami.
Wystarczy jego jedno spojrzenie. Jego zapach. To, jak się uspokaja, gdy go przytula. Tak, to instynkt. Wie o tym. Jest przecież wykształcona. To nic nie zmienia. Oddałaby za niego życie bez wahania.
Czasami się łapie i próbuje znaleźć jakąś cechę. Uszy to ma chyba męża. Oczy jednak przypominają bardziej Jakuba.
Gani siebie. Nie lubi tego. Podjęła przecież decyzję.
Bezpieczeństwo, stabilność, mąż, pieniądze, wygoda.
Wtedy słyszy, jak mama mówi do jej męża:
– Nie przejmuj się, każda kobieta ma swoje kryzysy przy dziecku. To minie. Bądź z nią. Pomóż jej przez to przejść.
Wiele miesięcy później
Mąż pracuje jak dawniej. Całymi dniami go nie ma, a jak przychodzi, to poświęca chwilę synowi i idzie dalej pracować. Postarzał się i urósł mu brzuch. Próbowała z nim porozmawiać, ale „to dla nich przecież”, „doceń to, co dla was robię”. Traktuje ją inaczej.
Chce już wrócić do pracy. Nie do tamtej. Pewnie już by jej to nie przeszkadzało tak jak kiedyś, ale po co ryzykować.
Wczoraj miała napad. Dawno go nie było. Tak prawie z niczego. Zobaczyła na spacerze parę. Wracała z dzieckiem z placu zabaw przez park.
Oni siedzieli blisko placu na ławce. Nie wie, czy byli razem. Nie całowali się, nie przytulali. Rozmawiali. Nie słyszała o czym, ale widziała, jak się zachowywali.
On coś opowiadał. Czasami ona. Czasami on zadawał pytanie, a ona odpowiadała. Świat zewnętrzny istniał dla nich tylko po to, żeby mogli być ze sobą. Oni byli dla siebie. To było tak naturalne. Oni byli stworzeni dla siebie.
To było magiczne. To ich porozumienie. To było w powietrzu. To było wokół nich.
Może byli parą kochanków, którzy boją się dotykać na zewnątrz, bo ktoś może ich zobaczyć?
Może byli parą na randce i to jest ostatni raz, kiedy nie będą się dotykać?
Może byli przyjaciółmi i każde z nich boi się złamać barierę pomiędzy przyjaźnią a miłością, żeby nie utracić przyjaciela?
Może po prostu ignorują to, co jest pomiędzy nimi?
Tego się nie dowiedziała. Nigdy się nie dowie. Wróciła do domu. Wszystkie czynności zrobiła normalnie. Uśpiła Jakubka. Już wiedziała, że nie może tego powstrzymać. Dobrze, że męża nie ma w domu. Bierze paczkę chusteczek i idzie do sypialni.
Płacze. Długo. Męcząco. Boli. Żałuje, nie żałując. Nie wie. Nie umie tego wytłumaczyć. Po prostu nie może powstrzymać łez.
Trzy lata później
Jakubek jest przedszkolakiem. Jest z tego taka dumna. Nawet nie zauważyła, kiedy tak urósł.
Wróciła do pracy. Z jej kwalifikacjami nie było to trudne.
Kryzys z mężem zażegnany. Powiedziała jasno. Albo zmienia się, albo staczamy się dalej po równi pochyłej. Podziałało.
Jest lepiej. Być może jest nawet najlepiej, jak może być. Przekonuje sama siebie.
Nigdy nie będzie tak jak dawniej. Nie może mu powiedzieć TEGO. Nigdy. To jak cierń. Gdzie go nie przesuniesz, na pewno będzie cię uwierał. Niezmiennie.
Cztery lata później
Wszystko jest dobrze. Przywykła. Tak ma być. Zaczęli nawet rozmowy o kolejnym dziecku. On by chciał, tylko że ona ma wątpliwości. Tak do końca to nie wie. Denerwuje ją to i dlatego przedłuża decyzję. Nie powinna mieć wątpliwości.
Życie ma swój porządek i swoje codzienne problemy. Ona zaczęła dostrzegać proces starzenia. Dba o siebie, a jednak widać postępujący czas.
Wszystko jest poukładane aż do dziewiętnastego maja do godziny czternastej czterdzieści pięć.
Wracała z Jakubkiem ze sklepu. Wychodząc, zobaczyła go. Stoi jak gdyby nigdy nic. W ręku jeden kwiat. Patrzy. Wie, że przyszedł tam dla niej.
On jest historią. Historii nie odtwarza się. O niej najwyżej się czyta. Spokojnie.
– Cześć – zagaduje. – Dawno się nie widzieliśmy, a tu proszę, co za przypadek.
Wygląda trochę starzej, ale ma nadal te niesamowite oczy.
Boi się i jednocześnie wie, czego jej brakowało przez cztery lata. Nie chce tego. Odpycha, stara się ukryć. TEGO JUŻ NIE MA.
– Cześć – odpowiada. – Skąd wiedziałeś, gdzie mnie znaleźć?
Jest niezadowolona z tego, co powiedziała. Zabrzmiało to, jakby była zła na niego. Przecież nic nie ma, więc jest jej wszystko jedno.
– Zapraszam was obydwoje na lody. Omówimy, jak to się stało – mówi Jakub, uśmiechając się, jakby spotkał starego przyjaciela. A może tak jest?
Jakubek szeroko się uśmiecha na tę propozycję, jakże po jego myśli.
– Mamo, mamo, możemy iść na lody?
Ona nie odmówi dziecku. Przecież nie będzie przed NIM uciekać. Jest tylko historią.
– Dobrze, chodź, Jakubku, i ty, Jakubie – odpowiada.
Imię dziecka robi na nim wrażenie. Ona widzi to w jego oczach. On pyta. Bezgłośnie pyta, a ona mu nigdy na to nie odpowie.
Cztery lata i kilka miesięcy później
Maluje paznokcie. Na czerwono. On lubi czerwony. Starannie, jeden po drugim.
Jakuby dwa bawią się na dywanie. Grają w jakąś grę. Nie pamiętam nazwy, ale obydwaj bawią się bardzo dobrze. Każdy na swój sposób. To jest miły widok.
– Mamo, czy to musi tak brzydko pachnieć? – pyta Jakubek. Uśmiecham się tylko i zakręcam zmywacz do paznokci. Starszy Jakubek patrzy. Patrzy tymi swoimi oczami. Uwielbiam, jak to robi. To tak, jakby pokazywał mi całe swoje serce. Ja wiem, że to jest to. Nawet jestem w tym egoistką. Przecież jest młodszy. Przecież może znaleźć sobie inną.
Mam to gdzieś.
Jestem najszczęśliwszą kobietą na Ziemi.
Lewa noga już pomalowana.
Nawet nie wiem, czy to było trudne. Po prostu wiedziałam. Dałam się ponieść.
Rozmowa z mężem przebiegła dość spokojnie, a może był w szoku? Ustaliliśmy wspólnie terminy, kiedy może brać Jakubka. Powiedziałam mu, że jeśli mnie kocha, to powinien chcieć dla mnie jak najlepiej. A dla mnie najlepiej będzie z Jakubem. Bo go kocham. Nie mówiłam mu, że go kochałam zawsze. Po co? I tak to już nic nie zmieni. Od męża zależy, czy będziemy przyjaciółmi, czy wrogami.
Na prawej już tylko duży palec.
Jakubek powiedział, że szukał mnie przez te lata. Czasami bezpośrednio, a czasami w myślach. Wynajął prywatnego detektywa, który mnie odnalazł. Był w szoku, że mam dziecko, a potem połączył fakty. On mi przebaczył, jeszcze zanim mnie zobaczył. Niesamowity człowiek.
Pomalowane. Oni skończyli już grę.
– To co, chłopaki, idziemy na to wesele?
W tym momencie Jakub podchodzi, pochyla się i całuje mnie w usta. Mały Jakubek natychmiast przybiega i w rzucie zazdrości przytula mi się do nogi. Już wiem, że prawa noga będzie do poprawienia.
Ale komu by to przeszkadzało? Znów będę mogła na nich popatrzeć na dywanie.
KONIEC
wrzesień 2014