To się nie zdarza. Po prostu każdy wie, że bogata Ciocia z Ameryki to mit. Ja też myślałem na początku, że to żart. W sumie to do tego momentu, w którym pozostaje tylko i wyłącznie zrealizowanie przelewu, traktowałem to jak sen, z którego za chwilę obudzi mnie budzik. Teraz gdy stoję przed bankiem, do którego za chwilę wejdę a jak wyjdę to będę zupełnie innym człowiekiem, wiem że Ciocia żyła naprawdę. Za chwilę nastąpi definitywny koniec ściubania, przycinania, przeliczania, sępienia, ograniczania i wszystkich innych manewrów mających na celu przetrwanie bez pieniędzy.
Czas zabawy i świętowania nadchodzi.
Stoję i rozkoszuję się jeszcze chwilą tego starego ja. Trochę się do siebie uśmiecham, trochę patrzę w niebo. Mam ochotę zrzucić symbolicznie stare ubranie i spalić je. Za moment wszak będzie mnie stać na wiele więcej niż nowe ubranie. Oczywiście powstrzymuje mnie społeczne tabu i fakt, że nagiego to raczej w tym banku by nie obsłużyli.
Cóż – nie ma nic bardziej przyjemnego niż moment kiedy za chwilę nadejdzie przyjemność a Ty o tym wiesz i możesz jeszcze chwilkę zaczekać.
Wejście do banku to ogromne, wysokie drzwi. Wielkością przypominają te z komunistycznych urzędów z lat 60-tych. Zawsze mnie zastanawiało czy to, że otwierasz ciężkie, trzy razy wyższe niż ty drzwi, ma dać Tobie do myślenia. Ma zmusić do porównania samego siebie do siły urzędu do którego wchodzisz. Ma na powitanie uświadomić Ci różnicę wielkości a za tym idzie możliwości. Jeśli tak, to czy ten sam mechanizm stosuje bank?
Przestrzeń do obsługi klientów jest ogromna a całość ze względu na wysokość pomieszczenia kojarzy mi się bardziej z kościołem niż bankiem. Czy to również zamierzony efekt?
Z sufitu zwisają ogromne, kryształowe, jasno rozświetlające salę żyrandole. Wokół każdego z nich widać piękne wyrzeźbione ornamenty. Dobrze, że nie ma jeszcze do tego namalowanych scen biblijnych, bo naprawdę mogło by mi się wszystko pomieszać. Porozstawiane niesymetrycznie po sali biurka są solidne, dębowe a całość wraz z drzwiami, żyrandolami, meblami przypomina czasy przedwojenne.
Dzięki temu, że drzwi wejściowe są całe z szła, każdy może ujrzeć z zewnątrz przepych tego miejsca. To marnotrawstwo przestrzeni i bijące bogactwo ma świadczyć o majętności banku. Pewnie też ma trochę onieśmielać i dać znać przypadkowemu klientowi z kim ma do czynienia.
Wszyscy doradcy bankowi przebywający tutaj są dystyngowani i nie wyglądają jak ludzie z przypadku. Słychać delikatny gwar rozmów a uprzejmość wszystkich pracowników (łącznie z uśmiechającym się ochroniarzem) jest namacalna. Prawie nie wyczuwalne jest służbowe przymuszenie do bycia miłym. Trochę jakby każdy był gotowy oddać swoją pensję, tylko żeby pracować w tym miejscu.
W swoich trampkach i bojówkach nie pasuję tutaj. Mam wrażenie jakbym w garniturze wszedł na dyskotekę. Podkoszulek z napisem, który w klubie budzi szacunek, uwiera mnie niczym źle dopasowana koszula. Mam wrażenie, iż lepiej bym się czuł w garniturze a przecież pamiętam, że w nim nigdy dobrze się nie czuję. Może chodzi o nie wyróżnianie się z tłumu?
Nie opuszcza mnie jednak myśl, iż takich klientów jak ja też muszą tu obsłużyć. To trochę łagodzi ten delikatny dreszczyk stresu. Skoro nie pasuję tutaj to im też musi być trudno z takim niepasującym elementem jak ja. Łatwiej im obsłużyć standardowego klienta, ważnego biznesmena załatwiającego obroty ogromnymi sumami pieniędzy, ubranego jak inni podobnego pokroju ludzie, niż przypadkowego kolesia w bojówkach.
W tym fachu jednak nie rządzi strój a stan konta.
Mam więc w coraz głębszym poważaniu ukradkowe, pełne pogardy spojrzenia rzucane przez wbite w garsonki starsze Panie. To znaczy nie widzę tego, ale to czuję. To ukryte uczucie za maską służbowej uprzejmości. Nie jestem w stanie tego udowodnić. Mam nadzieję, że one też teraz czują co ja myślę. Coraz bardziej uczucie obojętności zmienia się w kiełkującą niechęć. Dziwię się sam sobie, cały czas jednak grzecznie stojąc w kolejce. Jeszcze tak dużo pieniędzy, żeby być obsłużonym bez kolejki nie mam. Tak naprawdę to na razie po prostu jestem spłukany. Na gotówkę, dzięki mojej ukochanej cioci z Ameryki, za chwilę nie będę musiał już narzekać. Nie była ukochana, dopóki nie przyszło zaproszenie do kancelarii prawnej w sprawie spadku. W życiu o niej nie słyszałem, a co dopiero o pieniądzach jakie miała. Moje myśli zaczynają krążyć swobodnie. Większość osób pogrążonych jest w świecie mobilnych urządzeń. To idealny czas, gdy można się bezkarnie rozejrzeć i odrobinę poszufladkować sobie ludzi wokół.
A może sobie tutaj orgietki po zamknięciu urządzają? – Uśmiecham się odrobinę sam do siebie połechtany wizją kopulujących par na biurkach bankowych. W sumie to są solidne dębowe, można by pokombinować. Dobieram więc sobie osoby do mej porno-erotycznego przedstawienia. Pośród ról pierwszoplanowych ląduje ochroniarz, starsza pani jako ta bez zahamowań, wredna 40 z którą bym pewnie nawet piwa nie dał rady wypić. Scena gdy ona oparta pośladkami o brzeg biurka, z nim w środku za każdym ruchem zrzuca papiery z biurka a te pod wpływem włączonego wiatraka rozwiewają się wśród jej jęków rozkoszy. Scenariusz prawie gotowy, łapki w górę szykujcie…uśmiecham się z znów sam do Siebie.
Wtedy właśnie ją zauważam. Anna, co widać na tabliczce z imieniem, nadaje się tylko i wyłącznie w moim filmie do wystąpienia w głównej scenie z reżyserem. Zmieniam gatunek – to byłby film o miłości od pierwszego wejrzenia.
Ona też ma garsonkę jak inni pracownicy, ale wygląda w niej swobodnie. Jako jednej z nie wielu jej dodaje to uroku, trochę tak jakby ta odrobina bankowego mundurku miało za zadanie ją oszpecić, a ona się temu przeciwstawia. Długie kasztanowe włosy, biust, którego kształt jest widoczny pomimo garsonki i ten gest – to odgarnięcie włosów. To ten ruch przyciągną moją uwagę i teraz już jestem zaczarowany. Czuję jakby rzuciła na mnie urok, a ja już nic nie mogę zrobić. Ona nie zwraca na mnie uwagi albo udaje – efekt końcowy jest ten sam. Teraz prowadzi rozmowę z jakiś starszym Panem, a ja czekam do niej w kolejce patrząc jak cielę na malowane wrota. Staram się zmienić tok myśli, żeby nie obślinić sobie podkoszulka w sposób dość otwarty.
Ważne jest, że za chwilę Anna da mi dostęp do dobrego tygodnia imprezy ze znajomymi a to nawet poważnie nie naruszy wierzchołka góry pieniędzy jakie będę miał. Świętowania czas już nie długo nastąpi.
Czekam więc w tej kolejce do niej i zastanawiam się jakby ją na ten tydzień zaprosić, jednocześnie pamiętając o ryzyku skapującej śliny.
O jest – Dziadek wymienia przyjemności i odchodzi. W sumie to nie wiem czy on taki dziadek, bo ma wysportowaną sylwetkę, mocne rysy twarzy, trochę takie jakby rosyjski żołnierz na emeryturze. Bije od niego siła. Przez chwilę łapię z nim kontakt wzrokowy. To nie jest wzrok dziadka -na pewno. Zimne, stalowe niebieskie oczy nie wyrażające żadnych uczuć. Aż mi się przez chwilę zrobiło nieprzyjemnie.
Zostawiam rozmyślenia o wieku dziadka i jego historii, czas na Annę.
Dzień dobry – Mówię, podchodząc do biurka, nie spuszczając wzroku z jej oczu. Siadam i już wiem, że się nie myliłem. Nie widzę w jej wzroku odrzucenia ani pogardy. Szrama, której dorobiłem się w dzieciństwie na policzku, przynosi dwa efekty na kobiety – zainteresowanie albo odrzucenie, rzadko doświadczam obojętności.
W czym mogę Panu pomóc? – Widzę delikatne ogniki w jej oczach i już wiem, że to jest to.
Przez sekundę mam ochotę powiedzieć od razu wszystko, ale jednak obstawiam wersję oficjalną.
Mam do odebrania z konta w waszym banku środki pieniężne, które chciałbym przelać na moje konto – Odpowiadam.
Czy ma Pan konto w naszym banku? – Pyta Anna. Mam wrażenie jakby pytała mnie czy mam dziewczynę. Tak sobie dyskutujemy, rozmawiając oficjalnie o sprawach bankowych a mam wrażenie, że za każdym pytaniem i odpowiedzią, kryje się zupełnie inna treść.
Zaczynam mieć wizję dzikiej miłości z Anną na tym drewnianym, solidnym bankowym biurku. Staram się opanować, coś dziś jakiś erotyczny dzień się trafił. Za chwilę wszystko zepsuję, bo jednak moja ślina zacznie kapać na biurko w bezwolnym geście głupiego pożądania.
Czy to już wszystko? – Pyta mnie Anna, a ja wiem, że to właśnie teraz jest ten punkt. Mogę odpowiedzieć grzecznie – tak – wstać i wyjść. Mam pieniądze na swoim koncie i uzyskałem to po co przyszedłem.
Świętowanie czeka na zewnątrz banku, niecierpliwie przewracając nogami. Czuję je jak przykłada nos po drugiej stronie szyby, niecierpliwie szukając mnie wzrokiem. Jak bardzo chce jemu dać się znaleźć, obrócić się teraz i pomachać ręką. Dać znać – Hej tu jestem, za chwilę wychodzę.
Mogę też odpowiedzieć – nie – i tu właśnie w tej jakże niesprzyjającej scenerii zacząć coś co może być przygodą życia. Pojąłem już decyzję. Jak nie spróbuję to się nie przekonam.
Nie, jest jeszcze coś. Można by nawet powiedzieć znacznie ważniejsze niż poprzednia sprawa – Odpowiadam, a pod koniec wypowiedzi słyszę turlanie się dwóch przedmiotów po posadzce, gdzieś w o moim kierunku.
Przypomina to…dźwięk granatów toczących się po podłodze. Myśl jest tak idiotyczna, że po prostu ją ignoruję. Obracam głowę, podobnie jak inni goście i pracownicy banku.
Nie wiem czy ktoś szybciej niż ja to rozpoznał. Może za dużo grałem w gry komputerowe. Po prostu to wiem. To są naprawdę granaty. Ja jestem jeszcze lepszy. Jak wiem, że to granaty hukowe.
Zaciskam oczy i zasłaniam uszy i rzucam się na ziemię. Huk i błysk pomimo to jest ogromny. Mam wrażenie jakbym nie zamknął oczu ani uszu. To nie przypomina gry komputerowej. Doznanie jest tak intensywne, że żadne migotanie ekranu nie ociera się nawet o rzeczywistość. Otwieram powoli oczy, choć raczej słowo uchylam bardziej pasuje. Dzwoni mi w uszach i mam mroczki w oczach. Nie za bardzo widzę co się dzieje, ale widzę kształty kilka osób leżących na ziemi.
Mam wrażenie jakby ktoś strzelał z karabinu. Podobnie jak inni ludzie, instynktownie garbię się i chowam głowę w ramiona. Słyszę jakieś krzyki. Kątem oka dostrzegam nogi Anny po drugiej stronie biurka. Nie rusza się. Powoli dochodzi do mnie sens tego co słyszę.
Nie ruszać się kurwy, to jest napad – Tekst jednoznacznie określa sytuację. Nie widzę tego kto to krzyczy i nie widzę też nikogo innego kto mógłby być częścią grupy napastników, jednak na wszelki wypadek nie ruszam się. Strach jest jak trucizna. Czuję jak rozpełza się moim ciele i ogarnia moje wszystkie kończyny. Leżę sparaliżowany na brzuchu i czuję jak bardzo się pocę. Smród z granatów nie pomaga. Mam jedną, namolną, powracającą myśl – chcę żyć. Widzę, że Anna powoli się rusza, ale nie wygląda to dobrze. Słyszę zbliżające się kroki. Widzę odzianego w kamizelkę kuloodporną i kominiarkę dobrze zbudowanego faceta. Jest żołnierzem. To widzę po budowie ciała i sposobie trzymania G36C. Irracjonalnie mam ochotę zapytać dlaczego wybrali taki rodzaj karabinu i czy M416 nie byłby lepszy? Jezus, gdzie jest przycisk zakończ grę? Do jego wyglądu nie pasują spodnie i buty – takie normalne.
Hej, Ty! – Słyszę głos skierowany w moją stronę, ale nawet nie drgnę. Mnie tu po prostu nie ma, mam w dupie pieniądze, nie przyszedłem do banku, nie mam ciotki w Ameryce, to nie do mnie mówi ten facet. Moją własną indywidualną modlitwę przerywa – Do Ciebie kurwa mówię – Słyszę ukraiński akcent – Sprawdź co z tą dziewczyną.
Obracam głowę i potwierdzam wzrokowo, iż ten duży gość z karabinem automatycznym mówi do mnie. Dochodzi też do mnie, że chodzi o sprawdzenie co z Anną. Mam wrażenie, iż dalsza analiza czy jestem w stanie się ruszyć sparaliżowany strachem może spowodować, że moim problemem będzie raczej czy umiem poruszać się z kulą z karabinu automatycznego w ciele. Podnoszę się z ziemi, starając się to robić nie za gwałtownie. Szybki rzut oka na salę, pozwala mi zorientować się, że napastników jest 3. Nie wiem po co mi ta informacja. Reszta osób podobnie jak ja przed chwilą leży albo siedzi kompletnie sparaliżowana strachem. Nie ma już podziałów, wszyscy jesteśmy owcami a o to i przyszli pasterze. Ochroniarz leży przy wejściu bez ruchu.
Pamiętam z jakiś szkoleń w internecie, iż napastników nie należy prowokować kontaktem wzrokowym. Robię niestety ten naturalny błąd, chcąc potwierdzić polecenie i patrzę w oczy temu kto do mnie mówił. Od razu rozpoznaję te oczy. Natychmiast spuszczam wzrok i prawie rzucam się, aby pomóc Annie. Przede wszystkim nie dlatego że chce jej pomóc, ale żeby zamaskować przerażenie związane z faktem, że go rozpoznałem. Ma czarną kominiarkę, ale te oczy przed chwilą widziałem – te same stalowo niebieskie. Nie muszę być geniuszem, żeby zrozumieć co się ze mną stanie, jeśli on pozna, że ja go poznałem.
Proszę Pani – Stwierdzam, że zdradzenie, iż znam imię może pogorszyć moją sytuację – nic Pani nie jest? Czy mogę Pani pomóc?
Czuję wzrok tamtego na swoich plecach. Mam wrażenie jakbym słyszał jego myśli rozważające czy huk wystrzałów z G36C to jest coś co ma jakieś wady jako rozwiązanie problemu rozpoznania. Świadomie staram się tak ustawiać wobec Ani, żeby kule przechodząc przez moje ciało, jej nie trafiły. Zdaje sobie sprawę z dwóch faktów. Pierwszy to, że nie mam pojęcia na ten temat. Drugi to, że ta kombinacja może za chwilę przyciągnąć jego uwagę i rzeczywiście będę miał okazję sprawdzić czy dobrze się ułożyłem.
Przestaję zatem kombinować, staram się trochę uspokoić głębiej oddychając i pomagam Ani podnieść się do pozycji siedzącej. Nie za wiele kojarzy, ale wydaje się, że nic jest nie jest. Chcę już przekazać ten przekaz napastnikowi, ale za nim zdążę cokolwiek usłyszeć, on mówi – Pilnuj jej i odchodzi kawałek dalej.
Zostaję zatem przy Annie, tak jak ona oparty o biurko. Mój mózg zaczyna przetwarzać fakty. Minęło już kilka minut od czasu wrzucenia granatów, a mam wrażenie jakby nic się nie działo. Pomiędzy bajki można włożyć te filmowe 2 minuty na obrobienie banku zanim zjawi się policja. Tych 3 napastników ewidentnie pilnuje sali. Może jest ich więcej i gdzieś w podziemiach właśnie obrabiają skarbiec? Dlaczego skoro wszystko jest przeszkolone, nikt z zewnątrz nie zawiadomił policji? A może ona już tam jest, szczelnie otaczając bank tylko tego nie widzę? A może jesteśmy zakładnikami i właśnie mija czas ultimatum, za chwilę ktoś z nas zginie… .Zdaje sobie sprawę, że tym razem nie mogę włączyć pause na pilocie i pójść do kuchni, żeby zrobić sobie kanapkę. Jestem częścią gry. W gruncie rzeczy jestem pionkiem w tej grze. Trzeba dbać, żeby ktoś nie zechciał mnie strącić z szachownicy. Przedstawiam wam siebie – statysta, bohater jednej sceny w bardzo dobrym filmie sensacyjnym. Nagrody nie zdobędzie, twarzy nikt nie zapamięta, w napisach końcowych nie wystąpi. Z tego wszystkiego przynajmniej siedzę przy Ani. Jakaś część mózgu podpowiada mi, że nawet przy tym biurku co by to można na nim szaleć….Zaczynam się chyba czuć podobnie do niej, skoro w takim momencie mam miejsce na takie przemyślenia.
Słuchać jakiś komunikat w krótkofalówce u napastnika po rosyjsku. Nie wiem co usłyszał ale widzę, że się spina. Potem wszystko dzieje się bardzo szybko. Szkło z drzwi rozpryskuje się z głośnym hukiem, słuchać głos strzałów, okrzyki po rosyjsku i znajome „policja”, ale to już słyszę jak za mgłą.
Jestem otulony klasycznym srebrno-złotym kocem i wiem, że jestem w szoku. Krążę bez celu pomiędzy samochodami policji i karetek. Nie jestem z resztą sam. Z urwanych fragmentów historii, opowiedzianych mi przez pielęgniarza, dowiedziałem się że najprawdopodobniej straciłem przytomność przy ataku anty terrorystów, tak jak wiele osób na sali. Podobno to taki specjalny manewr, żeby postronne osoby nie ucierpiały w starciu. Mam w ręku wino w plastikowym kubku, które ktoś mi dał. Jestem kompletnie zaskoczony, ale grzecznie piję łyk za łykiem. Czuję jak z każdym łykiem robi mi się cieplej i przyjemniej. Coraz mniej zaczynam myśleć o stalowo niebieskich oczach napastnika.
Teren jest ogrodzony. Całość za barierkami strzeże policja. Wejście jest jedno i widzę że wchodzą i wychodzą tylko poszczególni ludzie z Policji i innych służb. Wyczuwam napięcie i mam wrażenie jakby ktoś zakładał, iż wśród zakładników mogą się ukrywać napastnicy. Przeżyłem, ja czołowy bezimienny statysta tej sceny nadal żyję. Ta myśl kołacze się mi się w głowie i wraca jak bumerang. Nie wiem czy ktoś zginął, ale wiem że ja żyję.
Wtedy widzę Annę, siedzi na brzegu karetki, otulona takim samym kocem jak ja. Serce bije mi szybciej i już mam przyspieszyć kroku, żeby zagadać. Co prawda nie zakładam, że moja atrakcyjność wzrosła w tej srebro-złotej batmańskiej pelerynie, ale przecież po prostu przeliśmy tyle razem, że już jest mocna podstawa do kontynuacji tej wspaniałej znajomości.
Wtedy podbiega do niej jakiś dobrze zbudowany facet z policyjną blachą na szyi. Ona wstaje i przytulają się do siebie mocno. Ona zaczyna płakać i łkając opowiada mu chyba w urwanych słowach całą historię. On ją przytula i uspokaja. I tak z każdym tym słowem ukojenia, które spływa na nią, na mnie spływa potok przemyśleń, które wręcz powoduje uczucie odmienne od ukojenia. Co ja sobie myślałem? Czy w swej naiwności choĆ przez chwilę nie założyłem, że taka atrakcyjna kobieta ma już od dawna swojego ukochanego? Co sobie znowu ubzdurałem?
Trochę jakbym dopiero teraz zobaczył cały obrazek sytuacji. Nie mam już ochoty świętować. Chcę iść do domu i pójść spać. Zapomnieć o tych stalowo niebieskich oczach, o niebieskich oczach Anny i jeśli mogę prosić to chciałbym zacząć ten dzień jeszcze raz w zupełnie innej wersji. Gdzie można wykupić tą opcję?
Przechodzę obok nich, słyszę tylko urywek gdy ona mówi do niego – Jesteś moim najukochańszym bratem.
Zatrzymuję się jak wryty. Większość poprzednich myśli, pryska niczym bańka mydlana. Widzę wyraźnie przed sobą coś czego wcześniej nie dostrzegłem.
Świętowanie stoi przebrane za szofera i uchyla drzwi do limuzyny, gdzie ewidentnie są dwa miejsca.
6.05.2019